czwartek, 22 maja 2014

Osiemnastolatki

...


Wtedy poczułem nagły dopływ krwi do głowy.

Błyskawicznie wstałem na nogi i bez zastanowienia

wybiegłem z mieszkania. Zdążyłem jedynie usłyszeć za

sobą krzyk Amelii:


Krzysztofie! Poczekaj!


Niestety nie posłuchałem jej. Byłem stanowczo za bardzo

przerażony niedawnymi wydarzeniami, by przerwać swą

ucieczkę. Im więcej myślałem o tej „kolacji”, tym

bardziej oblatywał mnie strach. Bałem się, ale prawdę

mówiąc nawet nie wiem, tak konkretnie, to czego?

Przecież dzień wcześniej stałem się wampirem, nie

powinienem więc odczuwać tego uczucia. Sądzę jednak,

że jeszcze się nie przystosowałem do nowej sytuacji.

Gołym okiem widać było, że musiało wydarzyć się

jeszcze coś, co zmotywowałoby mnie do stania się

pełnoprawnym demonem. Potrzebowałem impulsu, iskry,

która obudziłaby we mnie nieodkryte do tej pory złoża

gniewu, sadyzmu oraz prawdziwej potworności.





Jednakowoż szybko przemierzając puste o tej porze

ulice, zacząłem zastanawiać się czy właśnie tych

pokładów powinienem szukać?

Może moje spojrzenie na siebie nosiło w sobie znamiona

jeszcze niezapomnianej przeze mnie swej ludzkiej

duszy? Może zamiast szukać w głębi siebie „zła”,


powinienem najzwyczajniej w świecie zaspokoić głód?


Przecież tygrysy, lwy, czy inne drapieżniki, nikogo nie

przepraszają za pożarcie jakiegoś gnu, czy też innej

gazeli. Są po prostu głodne. Taka jest ich natura i koniec,

kropka.

Nim skończyłem te rozmyślania, wbiegłem do przyjaznej

nam kafejki. Podszedłem do barmana i powiedziałem:

– Whisky proszę.

– Na pewno właśnie ten napój? – Zapytał mnie człowiek

stojący za barem, świdrując mnie swoimi małymi

oczkami.


Spojrzałem na niego. Był to średniego wzrostu, grubszy


oraz łysiejący mężczyzna, o malutkich błękitnych

oczkach i z czerwonymi wypiekami na policzkach.

Resztki włosów, które pozostały mu na skroniach,

przyprószył już śnieg. Ubrany w kolorową, flanelową

koszulę, wyglądem swym bardziej przypominał lumpa


z ulicy, niż barmana. Mimo tego, jak zresztą pamiętacie,


właściciel tegoż miejsca, zapewne nie przywiązywał do

ubioru barmana większej wagi. Może w ciągu dnia była

to bardziej istotna kwestia.

– E, rzeczywiście – odparłem. – Jeszcze odzywają się we


mnie „stare” nawyki. Chodziło mi o Krwawą –Mary.


– Gęstą?

– Obojętnie, nie jestem głodny – odpowiedziałem, choć

to nie była prawda.

– Głodny? Chyba raczej spragniony? 
Odwróciłem się w stronę, z której dobiegł do mnie ów

głos. Po mojej prawicy, przy barze na stołku usiadła

młoda dziewczyna. Dzierżąc w dłoni szklaneczkę

whisky, patrzyła na mnie brązowymi oczyma. Na moje

oko, mogła mieć co najwyżej osiemnaście lat. Czarne,

długie oraz lokowane włosy opadały na odsłonięte


ramiona. Ubrana w dżinsowe, jasne i obcisłe spodnie,
a także obcisłą bluzeczkę, która trzymała się jedynie na


biuście i cieniutkich ramiączkach. Nie sposób było nie

zauważyć, iż pod tą bluzeczką, nie miała stanika.

– Głodny alkoholu – odparłem.
– Aha. Ja z koleżanką wręcz przeciwnie. Pijemy już

czwartą kolejkę i jesteśmy mocno pijane –

Odpowiedziała mi, przysuwając się bliżej. – Staramy się

utopić smutki.

– A cóż was tak dręczy? – Spytałem, pragnąc ustalić

przyczynę, ich problemów.

– Nie wiem czy mogę ci powiedzieć?

– Możesz mi zaufać – stwierdziłem, popijając „drinka”

podanego mi przez barmana.

Młoda dziewczyna nachyliła się do mojego ucha

i wyszeptała:


– Mamy osiemnaście lat, a jeszcze jesteśmy dziewicami.


Nie wiesz, gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?
- Prawdę powiedziawszy, ledwo usłyszałem jej pytanie,

gdyż rozproszył mnie zapach krwi, który do moich

nozdrzy przedostawał się z jej aorty szyjnej.


Jeden z nich siedzi tutaj – odparłem, czując narastające
emocje Jestem gotowy – oznajmiłem, spoglądając


jednocześnie w szkło, które trzymałem w dłoni. W nim,

odbijały się moje oczy. Ku mojemu zdziwieniu, brązowe

do tej pory tęczówki, zmieniły kolor na jasnoczerwony

– Chcesz nam pomóc? Pragniesz nas rozdziewiczyć? –


Spytała, spoglądając na mnie zalotnie.


– Cóż, taki już jestem – odparłem, zastanawiając się czy

ona widzi me oczy.


Czemu nie? – Stwierdziła po chwili obserwacji –


Wyglądasz na uczciwego człowieka.


– A koleżanka? – Zacząłem – Jej nie pytasz o zdanie?


– Ona jest tak pijana, że będzie jej wszystko jedno –

odparła. i odeszła.

Dopiłem Krwawą Mary do końca i spojrzałem na

barmana.


Farsiarz – stwierdził, po czym wziął ode mnie pusty


kielich.

Po chwili dziewczyna wróciła z koleżanką. Ładna


blondynka o niebieskich oczach, z krótko


przystrzyżonymi włosami. Jedno mnie tylko zdziwiło,

ubrana była dokładnie tak samo jak brunetka.

– Chodźmy – powiedziała.


Ok – odparłem i wyszedłem za nimi – Dokąd idziemy?


– Zapytałem po chwili.

Tu, nie daleko odpowiedziała moja rozmówczyni –
Mieszkamy w tej zielonej kamienicy – mówiąc, pokazała


mi ją palcem.


U, jak fajnie. Blisko starego rynku.


– Rzeczywiście, nie najgorzej.

Wejście do kamienicy było zwykłe. Drewniana brama,


pamiętająca jeszcze czasy przedwojenne oraz


nowoczesny domofon. Sprytne połączenie starego


z nowym. Tak, jak w przypadku starych mebli, mająca


„duszę” brama mieszała się z elektronicznym duchem,

paskudnej niekiedy, nowoczesności. Dziewczyny

otworzyły ją kluczem i gestem dłoni zaprosiły mnie do

wnętrza. Po chwili weszliśmy do ich mieszkania, które

składało się z dwóch pokojów, kuchni i łazienki. Jeden

pokój, duży z widokiem na ratusz, drugi mniejszy


z podwójnym łóżkiem.
Mieszkacie tutaj same?
– Tak. Przyjechałyśmy do Poznania studiować – odparła
brunetka Jestem Agnieszka, a to jest Marta.


– Ja mam na imię Krzysztof. Zauważyłem jedno łóżko.

Śpicie razem?

Tak – odpowiedziała Agnieszka – W tym


pomieszczeniu nie ma miejsca na drugie,


a w tamtym pokoju przyjmujemy gości, jemy i oglądamy


telewizję.


Ok.


– Lecz ty pytałeś chyba o coś innego?

– Nie musisz mi odpowiadać – stwierdziłem, zauważając

przy okazji, że blondyna, tzn. Marta gdzieś przepadła.

– Ależ my nie mamy niczego do ukrycia. Tak, śpimy ze

sobą, w każdym znaczeniu tego słowa – wyznała,

spuszczając na dół swój wzrok. Staliśmy tak w wąskim

korytarzyku, z zielonymi ścianami po bokach oraz

podobną wykładziną na podłodze. Po mojej prawej

stronie znajdował się duży pokój, a z lewej był ten

mniejszy.

– Nie wstydź się.


Trochę źle się z tym czuję – powiedziała – Niby


podobają mi się mężczyźni, przeżywam orgazmy, gdy się

masturbuję „grubym” wibratorem, jednak Marty język

jest również bardzo przyjemny. Od dwóch lat próbuję się


jej pozbyć ze swojego życia, ale mi to kompletnie nie


wychodzi. Wraca do mnie za każdym razem i to coraz

bardziej silniejsza, bezwzględna i jaśniejsza. Nie wiem,





co się ze mną właściwie dzieje. Chciałabym mieć


w przyszłości własne dzieci. Ile razy widzę na ulicy jakąś


szczęśliwą parę, z pełnym wózkiem przed nimi, rodzi się

we mnie zazdrość. Wiem, jestem młoda, ale czy to

oznacza, że nie mogę mieć, że tak powiem „dorosłych”

marzeń? Jednakowoż w tych moich wizjach, zamiast

jakiegoś pana, zawsze pojawia się ona. Moja nieodłączna

przyjaciółka, moja ostoja i podstawa. Marta jest…


Czym jest? – Zapytałem dziewczyny, będąc nieco


zdziwionym jej odważnym i szczerym wywodem.

– Jest moją miłością, a jednocześnie przekleństwem,

ponieważ kochając ją, a przy okazji tęskniąc za fallusem,


stawia mnie to w krzywym zwierciadle „normalności”.


Sprawia, że ani nie jestem hetero ani homo. Czym więc

jestem? Jakimś biseksem?

– Nie. Nie jesteś żadną biseksualistką. Jesteś szczęśliwą

osobą, która w bardzo młodym wieku znalazła swoją

miłość, i co z tego, że lubisz fallusy? Ważne jest to, że

kochasz konkretną osobę, że seks z nią również ci daje

rozkosz i zadowolenie, całą resztę możesz, możecie

dopracować, dogadać. Pamiętaj w tych sprawach można

iść na kompromis, w miłości takich kompromisów już

nie ma.
Agnieszka spojrzała na mnie, po czym podeszła


i pocałowała mnie w usta, jednocześnie prawą dłonią


masując mi krocze.


Idziecie!? – Usłyszeliśmy pytający krzyk Marty.


Po minucie wszyscy troje leżeliśmy w dużym łóżku.

Jak już mówiłem, pokój był niewielki. Kolor ścian bliżej

nieokreślony, gdyż jedynym źródłem światła, które

docierało do środka, znajdowało się na dworze i była to

latarnia. Myśmy się jednak widzieli. Dziewczyny miały

jasną karnację, praktycznie nieliźniętą żadnym

promieniem słońca lub lampy kwarcowej. Ich piersi

jędrne i zadarte a sutki sterczące, prężyły się przed nimi.

Wargi łonowe gładko ogolone, aż prosiły się o pieszczoty

oralne. Agnieszka włosy poniżej brzucha miała ładnie


i równo przystrzyżone, natomiast u Marty panował


delikatny chaos. Nie chcąc nikogo faworyzować,

okrywaliśmy się ze wzajemnością, wilgotnymi

pocałunkami. Raz smakowałem usta brunetki, raz

blondynki. Również dziewczyny zmieniały się przy

„francuskiej” pieszczocie mojego członka. Czułem, że

Agnieszka wraz z Martą, są już bardzo podniecone,


ponieważ wydobywający się z nich ekstrakt, zraszał im



wargi. Wtedy laski kazały mi się położyć na plecach.

Marta uklękła nade mną i odwracając tyłek w stronę mej






twarzy, zajęła się moim fallusem. Agnieszka wzięła


w dłoń, dość długi, podwójny wibrator i zaaplikowała go


sobie oraz jej. Następnie, siedząc okrakiem nad moim

torsem, zaczęła całować mnie w usta, wykonując przy

tym posuwiste ruchy biodrami. Do moich uszu dochodził

charakterystyczny dźwięk „klaps, klaps”, który

powstawał w wyniku zderzania się pośladków młodych

kobiet, oraz ciche mlaskanie. W pewnym momencie

Agnieszka przestała mnie całować w usta a zaczęła po

szyi, odsłaniając tym sposobem swoją aortę. Wtedy nie

wytrzymałem.

Poczułem jak gwałtownie do mych oczu napływa krew,

zapewne zmieniając barwę ich tęczówek na czerwone,

jak kły me, zmieniają swoją długość, zamieniając się


w dwie małe szabelki, które niosą ze sobą śmierć lub dar


nieśmiertelności. Dłonie, które do tej pory trzymałem na

mokrym, ale sztucznym penisie, teraz położyłem je na

Agnieszki policzkach.

Dziewczyna pewnie pomyślała sobie, że chcę jej

popatrzeć w oczy. Ja jednak miałem w głowie tylko


i wyłącznie jej tętnicę.



Błyskawicznie wbiłem się w nią kłami. Szybko poczułem

na języku słodko–mdły smak krwi, zmieszany z nutką


wypitego przez nią w ostatnim czasie alkoholu.


Agnieszka, idąc za instynktem samozachowawczym,

naturalnie próbowała mi się wyrwać, ale ja byłem bardzo

głodny i absolutnie nie zamierzałem ją puścić.

Dziewczyna tak się mocno szarpała, że sztuczny penis

poruszał się w nich dużo bardziej intensywnie, niż chwilę

wcześniej. Nie wiem, dlaczego, ale czas śmierci

Agnieszki zgrał się z momentem ekstazy Marty. Kiedy ja

zrzucałem z siebie „puste” ciało ofiary, pochwa Marty


w wyniku przeżywanego przez nią orgazmu, zaciskała



się na walcowatym kawałku plastiku. Po przerwie

poświęconej na przeżycie rozkoszy, Marta powróciła do

swojego zajęcia. Zdziwiło mnie to, że ona w ogóle nie

zdawała sobie sprawy ze swojego rozpaczliwego wręcz

położenia. Dziewczyna wzięła się tak żwawo do pracy,

że po niecałej minucie było już po wszystkim. Całe jej

usta zalałem swym „martwym” nasieniem. Gdy tylko

skończyłem, usiadłem na łóżku i objąłem dziewczynę


w pasie, zmuszając ją by usiadła między moimi nogami.
Dłońmi zacząłem masować jej jędrne piersi a ustami


całowałem ją po karku.

– Chciałabym wstać – Zaczęła – Ale już nie trzeba.


Tzn? – Zapytałem, czając się na jej „żyłkę”.



– Wszystko połknęłam – odparła.




Teraz czas na mnie – Stwierdziłem, po czym wbiłem



się „szablami” w pulsujący wężyk.

...

Zdjęcie: Już niedługo moja nowa książka - Crew Serdecznie polecam 
Patryk Nowodworski

http://www.nexto.pl/ebooki/crew_p85988.xml
http://virtualo.pl/crew/i135363/?q=psychoskok
http://www.empik.com/crew-nowodworski-patryk,p1083598419,ebooki-i-mp3-p
http://woblink.com/e-book,bystry-detektyw-patryk-nowodworski,9134

1 komentarz: